Gwiazda: Hymn

 

Gwiazda: Hymn

 

 

Gwiazdo obumarła, dzwonie pożaru, gorejący tak donośnie, jakbyś nie zaistniał,

jakbyś nie sobą, bezdnią serca, lecz wiecznym śniegiem słońca był, upalnym i polnym,

głagolicy poranku, przed śmiertelnie poranną chroń bielizną skóry, zaspę ciała oddal,

oddal pot obumarły na najdłuższy dług, nagłą przystań tętnicy; jakbyś nie zaistniał, ale sam

w sobie był. Ziszczeniem zniszczenia, nie narodzonym lecz zmartwychpowstającym,

sam w sobie nieobecny. Dzieło nieskończone, bo nie rozpoczęte, bo w niewidomym poczęte, w przepaści

snu

w głąb siebie spadającej, bo w niewidomym poczęte spojrzeniu. Które

z morza powstało i na ląd powraca, wołanie o pomoc.

Gniazdo pustki, opustoszałe gniazdo przelotnych jaskółek,

dzwonie światła, ulany z ulewy, z ulewy płomieni ocalała pustynio, pełnio

otchłani, która: jest, która Jest, nieobecność istotą jest twego

 

istnienia?

 

 

cyt. za: Ryszard Krynicki, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2014, s. 57