U stóp katedry

 

U stóp katedry

 

 

Kiedyś w czerwcu, pod wieczór,

wracając z długiej wyprawy

i mając jeszcze w świeżej pamięci

zapach kwitnących drzew Francji,

żółte pola i zielone platany,

które biegły szybko przed samochodem,

 

siedzieliśmy na krawężniku u stóp katedry

i rozmawialiśmy półgłosem o katastrofie,

o tym, co nadejdzie, o nieuniknionej grozie,

i ktoś powiedział, to jeszcze najlepsze,

co możemy teraz zrobić –

rozmawiać o ciemności w takim jasnym cieniu.

 

 

wiersz z tomu Anteny

cyt. za: Adam Zagajewski, Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2010, s. 238